Rangę
sportu wyznaczy rynek, toteż konkurencje nie telegeniczne
zostaną zepchnięte w niebyt albo odstąpione
za darmo sportowi masowemu. Potrafię sobie wyobrazić, że nikt nie będzie płakał za rozmaitymi ćwiczeniami czy
jazdami „obowiązkowymi", strzelaniem
do tarczy (z łuku i karabinu), a na pewno hurkotem saneczkarskich ślizgów lodowymi
rynnami. Pozostaną na powierzchni dziedziny obdarzone cechą widowiskowości i dramatyzmu. Sport podąża
zdecydowanie w stronę kreacji integralnego spektaklu, najpewniej osadzonego mocno w oprawie sztuk pięknych. Pojawiają się nowe wyzwania, nie
tylko w obrębie dotychczasowych
konkurencji, ale głównie poprzez wypromowanie nowych, świadomie inscenizowanych przez zawodowych
aranżerów. Specjalnym tego wyrazem stanie się wzrost udziału sportów zwiększonego ryzyka, na przykład wokół
dziś uprawianych dyscyplin „ekstremalnych".
Sport musi być atrakcyjny dla widza, toteż zawodnicyzostaną przygotowani do sprostania tym wymaganiom. Ekstremalność
wiąże się z rozmaitymi czynnikami: niebezpiecznym
otoczeniem (zwykle przyrodniczym), niezwykłym wykorzystaniem standardowego sprzętu, albo z przesunięciem akcentu
na wyposażenie technologiczne. Nie
da się wykluczyć, iż za 50 lat odbędą się zawody w zdobywaniu Mount Everestu przy pomocy górskich rowerów i
zakończone skokiem na lotni. Ktoś
wymyśli chyba turniej tenisa na łyżwach oraz katapultowanie ze 100
obrotami i wykorzystaniem wyrzutni kosmicznych. Dziwactwo, ekstrawagancja i pomysłowość będą się wiązać z
podwyższaniem trudności konkurencji zwykłych i prostych. W ramach tej formuły będziemy
ekscytować się morderczymi supermaratonami biegowymi w hokejowym rynsztunku wokół równika w odcinkach 100-godzinnych (bez jedzenia i
odpoczynku). Testowanie organizmu ludzkiego nadal będzie głównym, choć, tak jak dotąd,
wstydliwie ukrywanym leitmotivem Sportu Wielkiego Wyczynu. Rzecz jasna do tych wszystkich niezwykłych imprez muszą
się znaleźć nie tylko wybitni reżyserzy,
ale nade wszystko cała obsada aktorska.